Archive for » 2007 «

Koniec z goleniem nóg!

No tak… w końcu stało się to, co prędzej, czy później stać się musiało.
Zanim posądzicie mnie o jakieś skłonności trans czy coś, przeczytajcie o co chodzi z tym goleniem nóg 🙂
No ale może od początku… albo nie… od końca, o!
Krótko mówiąc w końcu zmieniam pracę!
Zaczęło się niewinnie. Numer telefonu od kogoś do kogoś (niestety publicznie nie mogę zdradzić, bo obiecałem), jeden dzień wolnego akurat w pracy, więc poszedłem na rozmowę nazwijmy to kwalifikacyjną. Pogadaliśmy na luzie i usłyszałem Zadzwonię do ciebie w poniedziałek. Niczego nie podejrzewając siedziałem wczoraj w byłej (heh, jak to fajnie brzmi) pracy. No właśnie…. Siedziałem… ale o tym za chwilę.
Zamiast dzwonić w poniedziałek zadzwonili już w piątek z informacją Od poniedziałku zapraszamy do pracy. Odpowiedziałem więc, że będę, tylko muszę iść powiedzieć do widzenia szefowej. Tak też zrobiłem. Nie wiem do końca co sobie o mnie myślała, ale mimo wszystko miło chociaż ostatniego dnia pracy dowiedzieć się, że władzy na mnie zależało.
Siedziałem, bo taka to praca była. I nie to, żeby siedzieć przy kompie i zajmować się programowaniem czy czymkolwiek użytecznym, tylko praca jako tzw. zapchaj dziurę, a konkretnie siedziałem na recepcji i to nie pierwszy raz, bo nie ma komu tak siedzieć(sic!). I właśnie stąd taki temat wpisu, bo nie mając innego wyjścia zwyczajnie naśmiewałem się sam z siebie, że stanowisko zobowiązuje i muszę golić nogi 😀
Dużo by pisać i opowiadać o tamtej byłej pracy i rzeczach, które tam musiałem robić, ale wolę zapomnieć. Pewnie nie będzie łatwo, powróci nie raz w koszmarach wraz ze wszystkowiedzącym i upartym prawie tak bardzo jak ja Zorrem (wtajemniczeni z lekką znajomością hiszpańskiego wiedzią o co biega 😉 ).
Póki co zostawiam to wszystko w spokoju i pewnie tak już pozostanie. Póki co czekam jeszcze na wypłatę za wrzesień, więc spokój może przerodzić się w niemałą i niemiłą (już nie dla mnie) wojnę, ale to tylko ostateczność w postaci obrony przez atak 😉 Taki już jestem, że jak mi ktoś nadepnie na odcisk, to po trupach, ale udupię. No ale może nie będę musiał się użerać :]
Co będzie dalej się zobaczy. Jednego jestem niemal pewien, że ani przez moment nie pożałuję tego kroku.
Teraz będę pracował bliżej, od poniedziałku do piątku po 8 godzin, wolne weekendy, urlop (normalnie szok! co to znaczy „urlop”?), zwrot kosztów dojazdu, itp. ale przede wszystkim będę robił to, co lubię, czym się interesuję i to, w czym chcę się dalej rozwijać.
Co z tego wszystkiego wyniknie dowiem się już wkrótce.
Póki co kończę wywód, bo nic mi się już dziś nie chce. Znowu zaczęło się jeżdżenie w weekendy na parodię uczelni.

p.s. Dziękuję wszystkim normalnym z tamtej roboty. Fajnie czasami było ponabijać się z pozostałych – cholernych tchórzy, dupowłazów i kablarzy.

Category: Bez kategorii  Tags:  Leave a Comment

Kashub Geek za 3625 dolców?!?

Hmm… idąc za linkiem na wykopie zrobiłem sobie teścik.
Pytanka wypełniałem uczciwie i wyszło mi oto coś takiego:
50% Geek
Tylko kto mi powie co to oznacza? Czy 50% Geek to dobrze, czy źle?
Myślę, że ciężko tak po prostu to stwierdzić po jednym „badaniu”.
Ale mam plan. Wypełnię sobie ten teścik raz jeszcze, na przykład za kilka miesięcy. Wtedy zobaczymy jak zmienia się moja „Geekowatość” 😀
Tylko żeby się nie okazało, że jest już za późno… 0_o

//edit
Widzę, że stronka ma kilka ciekawych testów. Nie wiem czy to, co napiszę nie okaże się dla mnie zagrożeniem, ale wyszło mi, że martwy jestem warty $3625 :
$3625.00The Cadaver Calculator – Find out how much your body is worth. From Mingle2 – Free Online Dating

Sposób programisty na blokowanie reklam

Wszystkich nas denerwują natrętne i wszędzie obecne reklamy na stronach internetowych.
Osoby mniej cierpliwe starają się je blokować na różne sposoby, np. używając tworzonych do tego celu programów czy też plug-in’ów do przeglądarek.
Nie wszyscy jednak wiedzą, że istnieje jeszcze sposób, który polega na wskazaniu systemowi operacyjnemu, że w przypadku, gdy przeglądarka łączy się z jakimś adresem (np. z serwerem reklam), to ma zamiast tego łączyć się z wybranym innych adresem. Najczęściej jest to przekierowanie tych wywołań na adres własnego komputera, czyli na adres 127.0.0.1, czyli inaczej localhost.
Blokowanie reklam tym sposobem odbywa się poprzez dopisanie znanych serwerów do pliku hosts w systemie operacyjnym. W porządnych systemach operacyjnych lokalizacja tego pliku to /etc/hosts. W Windows 98 jest to domyślnie c:\windows\hosts, w Windows XP oraz Viściec:\WINDOWS\system32\drivers\etc\hosts. W tym czymś ostatnim, to AFAIK nie da się tak po prostu mieszać w omawianym pliku, ale tutaj jest na to sposób.
Struktura pliku jest bardzo prosta. W pierwszej kolumnie wpisujemy adres ip, na który mamy zostać przekierowani przy odwołaniu do serwera, którego nazwa podana jest w kolumnie drugiej. Przykładowy wpis wygląda następująco:

127.0.0.1 pagead2.googlesyndication.com

Dzięki dodaniu tej jednej linijki do naszego pliku hosts nie będziemy już na przykład zmuszeni do oglądania reklam z Google’a.
Jak się zapewne domyślasz wystarczy dodać inne serwery z reklamami do naszego pliku hosts i jesteśmy wolni od reklam. Pojawia się tylko pytanie Skąd wziąć te wszystkie adresy, albo choćby większość z nich? Czy trzeba je samemu śledzić i wpisywać ręcznie? Spokojnie, nie trzeba. Można sobie pobrać stąd lub wykorzystać ten, którego ja używam (tu wielkie dzięki dla Vip’a).
No dobra. Mamy adresy, wszystko niby ok, już nie ściągamy znikąd reklam, tylko kierujemy na swój komputer. Ale co dalej? Mi osobiście nie podobał się ani komunikat o błędzie, że nie można załadować strony ani też po odpaleniu Apache’a ładowanie domyślnej stronki z localhost’a.
Postanowiłem wykorzystać moc wirtualnych hostów w Apache’u.
Najpierw do httpd.conf dodałem nowego wirtualnego hosta, na który chciałem przekierowywać wszystko, co mi plik hosts wyłapuje. W sekcji odpowiedzialnej za hosty wirtualne dodałem tych kilka linijek. Oznaczają one tyle, że w katalogu /mnt/lin2/web/v/localhost

 DocumentRoot /mnt/lin2/web/v/localhost

…mam sobie plik index.php, który jest zarówno domyślnym plikiem, jak również plikiem, który jest wykonywany w przypadku, gdy żądanego obiektu nie można odnaleźć na serwerze:

 DirectoryIndex index.php
ErrorDocument 404 /index.php

Zdecydowana większość wyświetleń będzie się opierać właśnie na błędzie 404.
OK, po restarcie Apache'a doszliśmy więc do tego, że jak chce się gdzieś pokazać reklama, to się nie pokaże, tylko odwoła mi się do pliku /mnt/lin2/web/v/localhost/index.php.
To niestety jeszcze nie wszystko. Jeśli chodzi o jakieś iframe’y, to można by w pliku index.php napisać po prostu [spam] i to by wystarczyło. Dla mnie to jednak za mało.
Chcę, żeby mój skrypt:

  • działał dla
    • stron html,
    • zdjęć, animacji i obrazków,
    • skryptów JavaScript
  • posiadał funkcjonalność, która pozwoli mi określić jaki element został właśnie zablokowany, aby wiedzieć jaki adres usunąć z pliku hosts na wypadek gdyby nie podobało mi się to, że zablokował dany element.

Przechodzimy więc do naszego pliczku index.php.
Aby wiedzieć czego dotyczy dane żądanie i co zostało zablokowane używamy:

$req = $_SERVER['REQUEST_URI'];

Samo to nie wystarczy, bo musimy jeszcze wiedzieć jaki adres odblokować w hosts. Pełną ścieżkę wraz z nazwą serwera pobieramy więc za pomocą:

$full_path = $_SERVER['HTTP_HOST'] . $req;

Mamy już pełny adres pod zmienną

$full_path

. Przechodzimy więc do części właściwej – wypisania w miejscu, gdzie miała być jakaś reklama napisu [SPAM] wraz z pełną ścieżką żądanego elementu. Jeśli zablokowany element to strona HTML, to wystarczy kawałek kodu (już z kolorowaniem):

"width: 98%; height: 98%; overflow: auto;
background-color: #fee; color: #f00;
font-family: courier; font-size: 14px;"
>
[SPAM] <?php echo $full_path; ?>

Jeśli gdzieś był jakiś iframe z blokowaną przez nas reklamą, to zamiast owej reklamy zobaczymy przewijane okienko z jasnoczerwonym tłem i czerwonym napisem z adresem zablokowanego elementu. Proste? Proste!
Przejdźmy teraz do skryptów JavaScript. Tu sprawa nieco się komplikuje. Najpierw sprawdźmy, czy adres żądanego elementu kończy się na .js:

if (eregi('^(.)+(js)$', $req))

Teraz musimy wypisać nasz komunikat za pomocą JavaScriptu na stronie, która ten skrypt wywołała:

document.write('
background-color: #fee; color: #f00;
font-family: courier; font-size: 14px;">'
+
'[SPAM]<?php echo htmlspecialchars($full_path) ?>'
);

Żeby przeglądarki wiedziały, że mają do czynienia ze skryptem JS musimy jeszcze przed wysłaniem w/w treści wpisać:

header('Content-type: text/javascript');

Wszystko niby ładnie i pięknie, jednak w testach się okazało, że tak generowany skrypt nie działa, czyli nie wypisuje treści w referującym dokumencie. Po chwili zastanowienia znalazłem gada. Błąd polegał na tym, że jeśli element nie istnieje (a na ogół nie istnieje), to serwer www wysyła nagłówek 404, który informuje przeglądarki, że tego, co otrzyma za chwilę nie ma interpretować jako skrypt, bo coś nie poszło. Rozwiązaniem jest dodanie przed w/w linią poniższego kodu:

header('HTTP/1.1 200 OK');

Dzięki temu przeglądarka uzna, że plik skryptu istnieje i poprawnie go wykona.
Pozostało nam teraz napisanie kodu, który będzie się wykonywał w przypadku, gdy blokujemy jakiś obrazek. Najpierw sprawdźmy, czy żądany element jest obrazem (na podstawie rozszerzenia oczywiście):

if (eregi('^(.)+(jpg|png|gif|jpeg|svg|bmp)$', $req))

Informujemy przeglądarkę, że będziemy wysyłać np. GIF’a:

header('Content-type: image/gif');

Tworzymy tego GIF’a o wysokości np. 20 px i szerokości równej ilości liter w adresie żądanego elementu razy 10 px + 30 px na napis [SPAM]:

$obrazek = ImageCreate(10*strlen($full_path)+30,20);

Teraz na obrazku piszemy znany już nad pełny adres żądanego elementu:

ImageString($obrazek,4,3,2,'[SPAM] ' .
htmlspecialchars($full_path),$kolor_tekstu);

I na koniec wysyłamy spreparowany obrazek do przeglądarki:

ImageGif($obrazek);

No i to wszystko!
Troszkę pisania, ale bynajmniej nie muszę oglądać reklam, szybciej ładują mi się strony i widzę co zablokowałem na wypadek, gdybym jednak chciał gdzieś tam coś obejrzeć :]
Osoby, którym się nie chce pisać podaję kod źródłowy pliku odpowiedzialnego za przechwytywanie reklam ze stron internetowych. Może nie jest to kod idealny, pewnie można go i ulepszyć i przyspieszyć, dodać obsługę np. flash’a, napisać w OOP, itp, ale podaję go tylko jako przykład i jeden ze sposobów na natrętne reklamy na stronach www.
Na zakończenie screen z zasypanej na ogół reklamami stronki przy użyciu opisanej metody ich blokowania:

Czego to Wy u mnie nie szukacie?

Przeglądałem sobie ostatnio statystyki oglądalności mojego bloga. Niby nic specjalnego, ale moją uwagę zwróciły frazy wpisywane w wyszukiwarki, które powodowały znalezienie tej właśnie strony. O ile frazy takie jak Kashub, generator napisów czy bezpłatne domeny są jak najbardziej właściwe, to pojawiło się też kilka innych, które spowodowały, że postanowiłem o nich właśnie napisać.
Oto niektóre frazy, które mnie zainteresowały wraz z krótkimi komentarzami z mojej strony:

  • generator muzyki na bloga – hmm… nigdy nie miałem i podejrzewam, że nie będe miał takich "ficzerów" na żadnej z moich stronek. Nie wiem też jak mógłbym pomóc temu poszukiwaczowi,
  • zdjęcie zlewki – widać jakiś amator fotografii innych niż wszystkie. Jedyne, co mogę na to poradzić, to poszukanie w wyszukiwarce obrazów Google, bo nie wiem o jakie zlewki akurat chodziło,
  • po co są ferie? – a no po to, żeby sobie odpocząć od belfrów a niby po co mają być? Mimo wszystko wcześniej u mnie takiej informacji nie było,
  • co to jest zatoka? – myślę, że tu najlepiej pomoże hasło z Wikipedii,
  • kluby dla wyższych sfer – hmm… tu się poddaję, bo w takowych nie bywam i nie pomogę nic w tym temacie,
  • animowane żołnierze – tu też raczej nic nie pomogę. Mogę jedynie odesłać do animowanych wygaszaczy na komórkę. Może się poszczęści i znajdzie się tam jakiś animowany żołnierzyk,
  • wolne miejsca w wojsku – heh, nie wiedziałem, że ktoś jest zainteresowany tym tematem, bo u mnie to co chwilę się wojsko samo upomina. Mam wrażenie, że oni to rekrutację prowadzą na okrągło ;),
  • programista php z bydgoszczy szuka pracy – i co ja Ci chłopie na to poradzę? Sam bym se popracował jako programista, a nie jako tzw. "zapchaj dziurę" (oficjalnie, to niby informatyk),
  • szukam pracy maszynista pkp – no tu, to już wcale nie pomogę. Proponuję poszukać na jakichś stronach PKP, bo u mnie nie znajdziesz. Akurat maszynisty nie potrzebuję. Coś widać wszyscy roboty jakiejś szukają,
  • pkp dzwonek – nie wiem jak osoba szukająca takich dzwonków wyobraża sobie jego brzmienie, bo ja to sobie wyobrazić za bardzo nie mogę. Zamiast tego mogę polecić dzwonki polifoniczne,
  • skm ze szczecina do gdyni – myślę, że nasza SKM aż takiej ekspansji terytorialnej nie prowadzi, ale może ktoś ma nowsze informacje na ten temat. Osobiście uważam, że jeśli ma to być tak szybka kolej jak teraz, to taki przejazd ze Szczecina do Gdyni można by śmiało podpiąć pod wycieczkę krajoznawczą. Przy tej prędkości można obejrzeć dosłownie wszystko, co znajduje się na trasie przejazdu,
  • misie pkp – ta fraza też mnie ładnie zaskoczyła. Nie wiem czy chodzi komuś o maskotkę czy o co? Temu Poszukiwaczowi mogę polecić zajrzenie na tę stronę. Można tam sobie zamówić misia w koszulce z dowolnym nadrukiem,
  • nieletnie za free – no, no… takie rzeczy to tylko… nie tutaj. Na pewno nie nieletnie. Osobom dorosłym mogę polecić jedynie function check() { return(confirm(„Strona, na którą chcesz wejść\nzawiera ostre materiały tylko dla dorosłych!\nJeśli nie ukończyłeś jeszcze 18 lat\nlub nie życzysz sobie oglądać takich treści\nwciśnij przycisk \”Anuluj\”,\nw przeciwnym wypadku wciśnij \”OK\”.”));}ostre filmiki na komórkę,
  • mama jak se wsadzić w dupe kija – nie wiem… po prostu nie wiem co poradzić osobie, która szukała odpowiedzi na takie pytanie. Tak na chłopski rozum, to myślę, że kija trzeba wziąć, przyłożyć do otworu w dupie i po prostu energicznie popchnąć. Nie gwarantuję skuteczności, bo nie próbowałem tego robić ani nie mam zamiaru,
  • gruchy oraz polskie pietruchy – sprzedaży warzyw przez internet niestety nie prowadzę ani też nie wiem gdzie można by takie towary nabyć. Proponuje w sposób tradycyjny wybrać się po warzywka na jakiś bazar, lub do marketu w ramach niedzielnych spacerów z rodziną (ponoć tak teraz jest modnie),
  • grzegosz szefka blog – no przepraszam bardzo. do tego, że w moim nazwisku często mylą literkę f z w (pisząc Szewka) to już przywykłem, ale jak można napisać grzegosz??? Czy to aż takie egzotyczne imię, żeby takiego byka w pisowni strzelić???
  • wielki napis przepraszam – wychodząc na przeciw oczekiwań czytelników tego bloga (chłyt martetindowy), specjalnie dla osoby, która szukała wielki napis "przepraszam" (większy nie mogę, bo mi się blog rozjedzie ;P):
    PRZEPRASZAM

Jak widać ludzie różne rzeczy wpisują w szukarki. Niejednokrotnie trafiają nie tam, gdzie pewnie by chcieli, co widać po tych kilku nietrafionych keywords’ach. Jestem też przekonany, że pisząc tego posta spowoduję więcej tego typu odwiedzin. Mimo tego nie mogłem się powstrzymać i musiałem się pochwalić co to Wy u mnie byście chcieli zobaczyć 😉
Pozdrawiam serdecznie zagorzałych Poszukiwaczy [~]o

Google nie zna granic Europy!

Od jakiegoś czasu Google chwali się, że ich statystyki się zmieniają, będzie nowy layout, funkcjonalność, itp.
Ostatnio wprowadzili sporo widocznych zmian. Oczywiście skorzystałem z możliwości wykorzystania tej nowej funkcjonalności. Kiedy jednak zobaczyłem sobie mapkę z geolokalizacją odwiedzających witrynę to przeżegnałem się lewą nogą. Oto jak taki gigant jak Google zna granice naszego kontynentu:

Napisałem do nich wczoraj do południa, ale nic (bynajmniej na razie) to nie dało. Jedyne, co otrzymałem to odpowiedź z automatu w stylu „Dzięki, że chcesz ulepszyć Google”.
Mnie w podstawówce uczono nieco innych granic, chyba, że Google planuje jakąś grubszą akcję i chcą te granice przesunąć tak, aby im pasowały.
Mapki pozostawiam bez komentarza, bo po prostu brak mi na to słów.

Prawie jak uczelnia

Może i nie trzeba, może nie wypada, może mi za to dowalą… dłużej nie mogę tego trzymać, bo szlag to już mnie trafił dawno, a to, co mnie strzela teraz to nawet do napisania przeze mnie się nie nadaje.
Studiuję sobie na Wydziale Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki Politechniki Gdańskiej. Już od samego początku jakieś jaja się działy, bo legitymację to dostałem prawie 2 miesiące od rozpoczęcia studiów jako powód słysząc Proszę zrozumieć, że to nie tak hop-siup!.
Prawdziwy rozpierdziel pojawił się jednak w okolicach sesji. Nie, nie chodzi o to, co zawsze, że egzaminy, że sesja, że zaliczenia, że nauka, itp. Z tym akurat nie było większych kłopotów (tym razem). Zaliczenie poszło mi gładko. Egzaminy miałem 3. i 4. Lutego, wyniki – po maksymalnie tygodniu.
I tu zaczęło się piekło.
Jak wiadomo po egzaminach trzeba do psorka po wpis i oddać indeks z autografami do dziekanatu. Niby nic strasznego, gdyby nie to, że to wydział ETI na PG:

  • Najpierw problem był z uzyskaniem swojego indeksu, bo Jednak musi pan donieść to, tamto, albo może coś jeszcze. Na początku roku celowo spytałem czy będą jeszcze potrzebować jakieś papiery ode mnie. Wtedy usłyszałem, że to wszystko
  • jak już dostałęm indeks to problem był aby dorwać w weekendy wykładowców. Skoro studiujemy zaocznie, to chyba logiczne, że wypadało by umożliwić nam uzyskanie wpisów w weekendy. W dziekanacie Pani podsumowała, że wykładowcy nie będą przyjeżdżać w weekendy żeby jakieś wpisy dawać, bo nikt im za to nie zapłaci. Proszę sobie przyjść w tygodniu. Oczywiście nie można było się dowiedzieć w dziekanacie kiedy można by zastać poszczególnych wykładowców
  • jako, że dojazd na tę "uczelnię" zajmuje mi min. 2 godz. zostawiłem mój indeks koledze z Gdańska. Co chwilę chodził z naszymi indeksami z nadzieją, że kogokolwiek zastanie. Tu również okazało się, że w sekretariatach wykładowców jest równie "dobra" organizacja co na całym wydziale. Bo co oznacza zapis Sekretariat czynny w poniedziałkie w godz. 800 – 12000, skoro w poniedziałki około godziny 10-11 było zawsze i tak zamknięte?
  • jak już się udało w pewnym sekretariacie zostawić indeks (bo tak se wymyślili, że wpisu nie dadzą, tylko trzeba dla każdego psora w jego sekretariacie zostawić) to się okazało przy odbiorze po kilku dniach, że Nie ma pana indeksu i nie wiem co się z nim stało
  • znowu dziekanat. chyba jeszcze nie wspomniałem, że dla wszystkich zaocznych na tym wydziale jest jedna Pani w dziekanacie, która pracuje tylko w soboty po kilka godzinek. Dopchanie się do dziekanatu też na ogół graniczyło z cudem. No ale się dostałem, mówię, że z sekretariatu prof. XYZ ktoś mi zawinął indeks. i co? Doznałem szoku. Dostałem jeszcze opierdziel po co pana indeks leży w moim dziekanacie, skoro nie pan wszystkich wpisów?
  • wszystko było by może jeszcze do zniesienia, gdyby nie to, że mamy prawie kolejną sesję, a ja nadal nie mam wpisów. I tak dużo, że za którymś razem udało mi się otrzymać pieczątkę w legitymacji studenckiej. Gdyby nie to, to bileciki droższe (przez miesiąc i tak musiałem jeździć na "całym". Pieczątkę dostałem po tym, jak księgowa w pracy mi powiedziała: jako, że nie ma pan podbitej legitymacji studenckiej, trzeba będzie panu potrącić składki, jakieś 300 złotych. Wtedy trafił mnie szlag i powiedziałem, że nie wyjdę z dziekanatu póki nie dostanę pieczątki.

Legitymację mam, wpisów – dalej nie. Brakuje jeden… w weekendy pani profesor nie ma, w tygodniu może będzie. Niedługo znów sesja… Dla mnie koszmar. I nie mówię tutaj bynajmniej o trudności egzaminów czy sporej ilości nauki. Ogarnia mnie tylko lęk, że od czerwca czy lipca do końca roku kalendarzowego będę zmuszony użerać się z tymi wszystkimi na uczelni, żeby dostać jakieś autografy do indeksu. Żenada.
Na zakończenie fotka (sorrki za jakoś, ale telefonem robiłem) Wydziału Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki Politechniki Gdańskiej (to w tle oczywiście, ale widoki takie mamy dookoła):

Category: Bez kategorii  Tags:  Leave a Comment

Empik Foto i zlewka marketingowa

Był 7 Luty. Wielkimi krokami zbliżały się Walentynki i chyba widząc gdzieś jakiś cholerny banner z serduszkiem, co mi stronkę jakąś zasłaniał uświadomiłem sobie, że nie mam nic z tej okazji dla mojej drugiej połowy.
Tak sobie kombinowałem i doszedłem do wniosku, że to musi być coś, czego Ona jeszcze nie ma i to coś musi być w miarę możliwości niepowtarzalne.
Tutaj z pomocą przyszedł mi Empik FOTO. To znaczy tak wtedy myślałem, bo okazało się zupełnie inaczej.
Ale po kolei.
Wymyśliłem sobie, że kupię od nich misia w koszulce z własnym nadrukiem. Aby własny nadruk można było zrobić potrzebujemy oczywiście fotkę, którą trzeba by tam umieścić. W tym celu odpaliłem GIMP’a i poskładałem z różnych naszych zdjęć jakiś jeden obrazeczek.
Kolejnym krokiem było uploadowanie tego jpg’a na serwer Empik FOTO. Poszło w miarę gładko, pomijając to, że musiałem robić inną graficzkę, ponieważ okazało się dopiero po wgraniu, że na koszulkę to muszą być inne wymiary obrazka :/ . Tak trudno im było napisać przy opisie choćby misia, że fotka musi by“ w jakiejś tam rozdzielczości.
Skuszony mega wielkim napisem na ich stronie głównej o treści Gwarantujemy dostawę przed walentynkami jeśli zamówienie do nas dotrze do 8 Lutego!!! postanowiłem zamówić, bo czasu mało zostało. Po drodze okazało się jeszcze, że mają rozpiździel w informacjach o przesyłce, bo na stronie z misiem był między innymi kurier i kilka innych opcji a w momencie zamówienia mogłem wybrać albo Pocztę Polską albo… Pocztę Polską. Nie pamiętam już którą z tych firm wybrałem, ale to nie jest istotne.
Zamówiłem więc 7 Lutego, czyli wyrobiłem się w podanych przez nich granicach czasowych. Otrzymałem po chwili stosownego maila:

Witaj
Twoje zamówienie zostało wysłane do realizacji.
W razie potrzeby wszelkie informacje na jego temat (wraz ze statusem realizacji) możesz sprawdzić w historii transakcji (zakładka Koszyk) w serwisie EmpikFoto
Pozdrawiamy,
Zespół EMPiK FOTO

Swoją drogą to ciekawe jak się poprawnie wpisuje ich nazwę, skoro sami co chwilę piszą inaczej (chodzi głównie o wielkość liter).
No nic. Szczęśliwy, że się wyrobiłem, pamiętałem odpowiednio szybciej (no może z drobną pomocą Kolegi) czekałem sobie grzecznie na przesyłkę. Czekałem, czekałem, …
14 Luty 2007, godzina 17:19 – dzwonię do ich „biura obsługi”. Najpierw oczywiście jakaś maszyna do mnie gadała. Potem się zaczęło:
On: Dzień dobry, Ireneusz F[—], Empik bla bla…
Ja: Dzień dobry, proszę Pana mam pewien problem. Otóż zamówiłem sobie coś od Was, było napisane, że gwarantujecie dostawę przesyłki przed Walentynkami. Dzisiaj już się Walentynki kończą, a przesyłka nie dotarła!
yyy… poproszę numer zamówienia
3…6
No ja mam informację, że zamówienie zostało w dniu dzisiejszym zrealizowane, aczkolwiek listonosza z tą przesyłka u Pana nie było, tak?
Nie, absolutnie, nikt nie był!
W związku z tym podejrzewam, że o tej porze listonosz już nie przyjdzie.
No na pewno nie! dlatego dzwonie, bo piszecie, że gwarantujecie dostawę!
yyy… dokładnie, po prostu te gadżety wykonywane są przez firmę zewnętrzną, produkcja odbywa się w Poznaniu i…
A co ja za to mogę? skoro piszecie na stronie, że gwarantujecie dostawę przed walentynkami to dlaczego ja jej nie dostałem?
ja bardzo przepraszam za taki zwrot użyty, że gwarantujemy, aczkolwiek…
aczkolwiek to mnie właśnie skusiło żeby nabyć u Was ten produkt
jedyne co moge przeprosic Pana
a co mi z Pana przepraszam w tej chwili? Co mam powiedzieć: „Kochanie, w tym roku Walentynki z mojej strony będą 3 dni później, bo Empik Foto spieprzyło całą sprawę?
yyy….
przepraszam, ale to jest co najmniej śmieszne
ja tylko udzielam takich informacji jakie widze na ekranie monitora i jedyne co moge zrobic to przeprosic pana, ze było „gwarantujemy”

tutaj w kółko już mącił to samo, że przeprasza, że chciałby pomóc, że on nie wziął tej przesyłki i że nic nie może.

Być może listonosz do Pana nie dotarł…
Niech Pan nei zwala teraz wszystkiego na listonosza i na pocztę, bo listonosz był z innymi listami a przesyłki od Was nie było!!!

Ja nie mam żadnych innych informacji
To po jaką cholerę Pan tam siedzi skoro nie potrafi Pan mi powiedzieć nic więcej niż ja sam wiem?
yyy… rozumiem Pana… aczkolwiek nie wiem co więcej powiedzieć…
No myślałem, że Pana chociaż szczątkowo przeszkolili na tym stanowisku

Czy numer telefonu 503xxxxxx to Pana numer?
Tak
Wie Pan co, ja skontaktuję się z osobą kompetentną i zapytam co się da zrobić w tej sprawie a następnie oddzwonię do Pana
Kiedy mogę się najpóźniej spodziewać tego kontaktu?
No, myślę, że 3, góra 5 minut
OK, to czekam. Do usłyszenia
Do usłyszenia
No nic, czekam. Okazało się, że chociaż tym razem nie kłamali, bo faktycznie zadzwonił po pięciu minutach:

Dzień dobry… blabla… miałem przyjemność rozmawiać z Panem…
Czy satysfakcjonował by Pana kod rabatowy w wysokości 15% na następne zakupy w EMPiK FOTO

Jest Pan co najmniej śmieszny. Niezły chwyt marketingowy. Zamiast coś mi oddać czy jakoś zrekompensować tę niemiłą sytuację to zmuszacie mnie do zrobienia kolejnych zakupów w Waszym badziewiarskim sklepie?!?
No ja Pana przeprosiłem, przepraszam jeszcze raz, dziękuję za uwagi, przekazałem je, bardzo Panu dziękuję i bardzo przepraszam, ale tylko tyle mogę zaproponować.
Pyta się Pan czy mnie to satysfakcjonuje, a jeśli nie, to co?
yyy… 20%?
… w końcu doszło do 25% na dowolny zakup…
W takim razie czy na maila grzegorz@….com mogę przesłać kod rabatowy?
Tak, oczywiście. Niech mi Pan jeszcze powie czy on traci jakąś ważność czy coś?
Nie, jest to kod jednorazowy, do wykorzystania w dowolnym momencie na jednorazową zniżkę na dowolne zamówienie w EMPiK FOTO
aha, OK, mimo wszystko dziękuję
przepraszam najmocniej raz jeszcze i bardzo Panu dziękuję, do widzenia.
Do widzenia.
Minęły ze 2 minutki i przyszedł mail. Ale to niestety nie koniec jeszcze.
Treść maila:
Witam
Oto 25% jednorazowy kod rabatowy do wykorzystania w empikfoto do 16 marca: [xxxxxxxx]
Jeszcze raz najmocniej przepraszamy.
Ireneusz F.

Do 16 marca??!!??
W rozmowie powiedział Pan, ze nie ma ograniczeń czasowych i że jedynym
ograniczeniem jest to, że jest to kod jednorazowy!!
proszę o wyjaśnienia
pozdrawiam

Bardzo mi przykro, ale system pozwolił mi wygenerować kod w takiej
wysokości(25%) tylko do 16 marca.
Za niedogodności przepraszam.
Ireneusz F.

Czyli ponownie zostałem przez Was oszukany. Najpierw, że dostanę moje zamówienie przed walentynkami a teraz osobiście przez Pana, że dostanę kod rabatowy do wykorzystania w dowolnym momencie. Nie dość, że tym chwytem wymuszacie na mnie w ramach przeprosin ze swojej strony zakup kolejnego produktu od Was, to jeszcze zmuszacie mnie do kupienia tego w przeciągu miesiąca!!! Czyli „przepraszamy, że zawaliliśmy, jak Pan zapłaci za coś jeszcze, ale szybko, to to coś będzie taniej i może dojdzie tym razem”??!!??
Skandal!!!

Odpowiedzi żadnej już nie otrzymałem. Może to i dobrze.
16 Lutego po 16 wróciłem z pracy i zastałem w domu owy gadżet co miał dojść przed Walentynkami. Jakość wykonania? Ni w p…, ni w oko. Ważne, że w ogóle przysłali.
Zainspirowany rozmową z tymże specjalistą PR zadzwoniłem do mojej drugiej połówki. Walentynki jednak będą. Z przyczyn niezależnych ode mnie tylko od Płocka, Poznania i fazy księżyca – w tym roku troszkę później. Wyślę w poniedziałek.

Na zakończenie chciałbym, przestrzec wszystkich internautów przed badziewiarskim EMPiK FOTO. Jeśli chcecie koniecznie kupić od nich jakiś fotogadżet czy coś, to róbcie to przynajmniej z miesięcznym wyprzedzeniem (tak na wszelki wypadek) i pod żadnym pozorem nie dzwońcie do biura obsługi, bo „przecież oni nie mają tej przesyłki”. Żałosne.
Aha! I jeszcze jedno. Mam do sprzedania kod rabatowy do EMPiK FOTO w wysokości 25%, do wykorzystania do 16 marca. Jak ktos chętny, to pisać śmiało. A może lepiej dać na Allegro?

//edit 2007-03-05 ~22:19
Jak mówiłem – tak zrobiłem. Zapraszam do licytacji.

Category: Bez kategorii  Tags: ,  One Comment

PKP, świniowóz i wojsko polskie

Zachciało mi się jechać w piątek wieczorem do Bydgoszczy.
Najpierw pojechałem PKS’em do Redy (jako, że mam bilet sieciowy, to jeżdżę na chama PKS’em żeby mniej bolało wydane 160 PLN’ów). Z Redy SKM’ką do Gdyni i wreszcie w Gdyni pociąg właściwy, relacji Gdynia Główna Osobowa – Bielsko Biała Główna, planowy odjazd godzina 20:45.
Jako, że nie pierwszy raz jechałem PKP nie zdziwiło mnie 10-minutowe opóźnienie, to mniej więcej jak z drogowcami – powiedzmy, że zaskoczyła ich zima.
Wchodzę sobie na peron, z którego za kilka minut miał odjechać pociąg i jakoś tak już automatycznie idę do ostatniego wagonu, z nadzieją, że tam będzie jakieś miejsce siedzące (na ogół ludziom nie chce się tak daleko zasuwać, więc są większe szanse). Doszedłem do przedostatniego wagonu a na drzwiach karteczka „Wagon niedostępny dla podróżnych”. Nieco mnie to zdziwiło, bo w takim razie na cholerę go tam przyczepili? Z resztkami nadziei zbliżam się do ostatniego a tam, cholera, skserowana dokładnie ta sama kartka. Myślę sobie, że skoro tak jest, to tak musi być, bo se tak wymyślił jakiś jełop z PKP. Trudno, wracam. Mijając wagony dla wyższych sfer wsiadłem do najbliższej „dwójki”. Zmierzając w kierunku czoła składu mijałem kolejno przedziały z naklejonymi karteczkami „rezerwacja”, większość z nich była pusta. Chcąc – nie chcąc zaglądałem czasami w niektóre, być może z nadzieją, że w jakimś będzie karteczka „Przedział zarezerwowany dla Kashub’a [~]o”. Niestety takiej nie znalazłem. Doszedłem do końca (czy raczej początku) tego wagonu i tylko jakiś palant do mnie „Czego pan tam szuka? wagon zarezerwowany dla naszej szkoły”. Odpowiedziałem grzecznie „Gówno” i w tym właśnie momencie uświadomiłem sobie, że gorzej trafić nie mogłem. Tego właśnie dnia zaczęły się u nas cholerne ferie i całe to nieletnie bydło wyjeżdża sobie w góry kij wie po co.
Przechodząc przez kolejne wagony mijałem tylko karteczki o treściach podobnych do tamtych. Co się okazało? Że cały ten zasrany pociąg został zarezerwowany przez jakichś walniętych belfrów, co mają klasę liczącą 15 osób a zarezerwowali sobie 40 miejsc!!! Po dotarciu do pana maszynisty, który raczej do lokomotywy by mnie nie wpuścił postanowiłem wracać…
Wracając zatrzymałem się w jedynym wagonie, w którym szło się jeszcze zatrzymać ze względu na odrobinę wolnego miejsca – wagon do przewozu rowerów. W półmroku widać było, że jest tam więcej osób. Jako, że maiłem bilet na miejsce siedzące posadziłem swoje cztery litery na grzejniczku przy oknie. Pociąg ruszył – nie ma odwrotu. Piżdziało strasznie, jak w jakimś świniowozie. Czułem się jakbym jechał na Sybir – ciemno, zimna, smród, kiła i mogiła.
W oddali zaciemnionego i gęstego od dymu papierosowego wagonu dostrzegłem tylko jakichś hałaśliwych dresiarzy. Po kilku godzinach ich szarpaniny wywnioskowałem, że poszło o to, który z nich ma bardziej wypasiony dzwonek real music z manieczek w komórce. Dwóch chciało się o to naparzać, a czterech innych całą drogę ich uspokajało, bezskutecznie zresztą.
Dojechaliśmy do jakiejś stacji, chyba Sopot. Od samego momentu rozpoczęcia przez pociąg manewru hamowania słychać było same „k***wy” i „ch**je” z zewnątrz (te wewnątrz już pomijam). Gdy się pociąg zatrzymał i otworzyły się drzwi sprawa się rozjaśniła – żołnierze jadą se na przepustkę. Jak się po chwili okazało po ich gadce „byli łoni ze ślunska i łusiadli na rzyciach jak i jo siedzioł”.
Od tego momentu do samej Bydgoszczy słyszałem tylko jak to beznadziejne żarcie dają w polskiej armii i jakie ch**je z tych, co na kuchni w woju siedzą. Żołnierze, jak to żołnierze zaopatrzyli się solidnie. Zaczęli skromnie – każdy po kilka [~]o. Jak się później przechwalali „główka pracuje i nie zapomnielim o mocniszym”. Fakt, mieli wódę, ale co do „główka pracuje” to miałbym poważne wątpliwości. Najpierw 20 minut biadolili, że przecież nikt o popitce nie pomyślał, a potem skąd by tu wziąć jakiś kieliszek czy coś podobnego. Z opóźnionym zapłonem, ale zaskoczyli jednak, że do popity mają przecież piwko. Z tego miejsca też gratuluje pomysłowości w rozwiązaniu drugiego problemu – zrobili sobie kieliszek z rozciętej puszki od piwa. Nie liczyłem ilu se mordy przez to pocięło.
Tak oto mijała moja podróż. Musiałem wytrzymywać rozmowy żołnierzy z dresiarzami na poziomie muszli klozetowej oraz z poczuciem humoru wc-kaczki. Czasami, jak na moment opadła chmura dymu od fajek, szło dostrzec jednego debila, co pokazywał jak ładnie małpy skaczą przy dzwonku z komórki.
Udało mi się dopaść kanara. On pasował idealnie do towarzystwa, bo jak mu powiedziałem, że chciałbym se dupę posadzić gdzieś i może by otworzył te ostatnie puste wagony, to stwierdził, że przecież są ferie, więc muszę jechać w świniowozie. Odpowiedziałem grzecznie, że niech se w dupę wsadzi te dwa wagony i podziękowałem, że ma w dupie pasażerów, za których to pieniądze między innymi on żre.
W końcu udało mi się dotrzeć do celu. Mogłem w końcu nabrać świeżego (jak na Bydgoszcz i w porównaniu z klimatem w świniowozie) powietrza. Udało mi się nawet nie zostać celem żygowin zalanych już w tym momencie obrońców naszego narodu. Nie każdy miał tyle szczęścia.
Na zakończenie tego wywodu mam trzy małe prośby:
1) do PKP – skoro wiecie, że są ferie, to może tak dorzucić jakiś wagonik dla „normalnych” podróżnych albo chociaż otworzyć te, które ktoś doczepił?
2) do tych, co są nad żołnierzami takimi, jak ci – może tak poza pompkami i czyszczeniem szczoteczką kibelków przez młodych żołnierzy przydało by się ich trochę nauczyć zachowania w miejscach publicznych? Z tego co kojarzę, to niby reprezentują nasz kraj? Ja za taką reprezentację z góry dziękuję.
3) do przysłowiowych dresiarzy – klub w manieczkach już nie istnieje, a wasze „wypasione” dzwonki, bogate w pseudołacinę słownictwo i skakanie jak małpa na prawdę nie imponują ani troszeczkę pozostałym pasażerom.

Gnieżdżewo? A gdzie to k…a jest?

No właśnie.
Jak to bywa w internecie, prędzej czy później, czy to na ircu, czy na jabberze, czy jakimś forum czy nawet padu-padu, gdzieś w końcu trafi się zawsze pytanie: Skąd jesteś?, czy też w przypadku znacznej części użytkowników w/w padu sK0nT kL1k@sh? :*.
Gnieżdżewo
Kiedyś po prostu starałem się jakoś albo wytłumaczyć komuś mniej więcej w jakim rejonie mieszkam. Bywały nawet tak hardcore’owe odpowiedzi jak Z okolic trójmiasta, choć do najbliższego z tych trzech miast – Gdyni – mam ze 30 kilometrów.
Tę druga odpowiedź większość przyjmowała jako wystarczającą. Gorzej bywało jak mówiłem nad Zatoką Pucką czy też Niemalże u nasady Półwyspu Helskiego. Niestety, ale mamy w naszym cudownym kraju osoby, które nie maja pojęcia co to jest zatoka a tym bardziej gdzie ona może leżeć. Prędzej kojarzą sobie z jakimś filmem wojennym o wojnie w Zatoce Perskiej.
Postanowiłem to właśnie zmienić.
Parafrazując panów redaktorów z RMF-FM:
Ja, Kashub, postanawiam w Nowym 2007 Roku, że od dziś każdy Kaszub, Polak i reszta świata będą wiedzieli gdzie leży Gnieżdżewo i nauczy się współrzędnych geograficznych Gnieżdżewa na pamięć tak, aby móc pokazać całe Gnieżdżewo jednym linkiem w mapach Google jak i ja właśnie czynię tym oto linkiem.

Bezpłatne domeny!!!

A to ci gest chopaki mają 🙂
Rozdają za free domenki regionalne. No może nie do końca za free, ale za coś, co IMO powinniśmy robić sami od siebie za darmo.
Przejdźmy do konkretów:
Firma Active24.pl rozdaje za całkowitą darmochę domeny regionalne. Warunkiem otrzymania takiej domeny jest kliknięcie w słynnego pajacyka PAH’u.
Ja póki jako Kashub [~]o domenkę takową sobie „nabyłem” i nie ukrywam, że częściej klikam w pajacyka niż wcześniej.
Jak na razie ustawiłem też dostępną tam opcję aby moja domena przekierowywała na stronę w/w Pajacyka.
A co mi tam 🙂
Wam też polecam, jeśli nie domenkę to choćby klikanie w pajacyka, to praktycznie nic nie kosztuje.

Category: Bez kategorii  Tags: ,  One Comment